Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Wkraczając w pustkę

Jak wygląda świat z perspektywy duszy pozbawionej ciała? Podobnie jak po zażyciu dimetylotryptaminy albo kwasu gammahydroksybutanowego – jest intensywny, barwny, hipnotycznie pulsujący, doświadczany skrajnie subiektywnie, na pograniczu rzeczywistości i urojenia – sugeruje Gaspar Noé w filmie „Wkraczając w pustkę”.

Bohater filmu, Oscar, z pochodzenia Europejczyk, od kilku lat mieszka w stolicy Japonii, gdzie zagłębia się w świat nocnych klubów, transowej muzyki, swobodnego seksu i psychodelicznych narkotyków.

Poznajemy go w ostatni wieczór życia, gdy z narkotycznego odjazdu budzi go telefon. Bohater zgadza się pójść do klubu i ubić interes ze znajomym.

Przemierzając, na wpół przytomny, ulice nocnego miasta, nie podejrzewa nawet, że zastawiono na niego pułapkę. Kilkanaście minut później leży już martwy na posadzce, zastrzelony w czasie policyjnej obławy.

Kamera nie przestaje jednak pokazywać świata z jego perspektywy, jak czyniła to od początku filmu. Zlokalizowanie jej obiektywu w jego oczach (w głowie?) sprawia, że twarz głównego bohatera poznajemy stosunkowo późno i przez cały film widzimy ledwie kilka razy – zazwyczaj w lustrze. Widzimy za to narkotyczne wizje, reminiscencje z przeszłości oraz wszystko to, czego doświadcza błąkająca się po Tokio dusza Oscara.

Rozpoczynająca się w chwili śmierci bohatera kilkudziesięciominutowa sekwencja to ciąg niebywale bogatych wizualnie, wysmakowanych formalnie, fascynujących ujęć, płynnie – bez żadnych wyraźnych cięć – przechodzących w kolejne zdjęcia lub abstrakcyjne, psychodeliczne obrazy. Benoît Debie – operator, który pracował już z Noém przy „Nieodwracalnym” – proponuje widzom unikatowe kinowe doświadczenie, z powodzeniem balansując na granicy klasycznej narracji i filmowego eksperymentu. Doświadczenie to dopełnia znakomicie dobrana muzyka.

Fakt, że kamera z żelazną konsekwencją pokazuje świat z perspektywy pierwszej osoby, zasługuje na szczególną uwagę. Przez większą część filmu bohater istnieje jako czysta świadomość, niezdolna do jakiejkolwiek manifestacji w fizycznym świecie. Powiązanie spojrzenia kamery ze spojrzeniem protagonisty jest nie tylko jedynym sensownym sposobem, by przedstawić jego postać za pomocą języka kina, ale także jedynym świadectwem jego pośmiertnej egzystencji. Patrzę, więc jestem – zdają się tym samym mówić autorzy filmu, przeciwstawiając utożsamione z subiektywnym postrzeganiem istnienie pustce, nirwanie, nieistnieniu.

Na to właśnie nieistnienie nie jest gotowy bohater „Wkraczając w pustkę”, który uciekając od zjednoczenia ze wszechświatem wybiera samotną wędrówkę po ziemi, w poszukiwaniu okazji do kolejnej inkarnacji.

Niestety, właśnie w warstwie znaczeniowej ujawniają się poważne, być może nawet dyskwalifikujące mankamenty tego obrazu wybitnego pod względem formalnym. Potencjalnie minimalistyczna i otwarta konstrukcja fabuły, w którą można by wpisać niebanalne znaczenia, została bowiem uwięziona w sztywnych ramach interpretacyjnych przez nachalnie przywoływany kontekst Tybetańskiej Księgi Umarłych.

W pierwszych kilkunastu minutach filmu jeden z drugoplanowych bohaterów opowiada Oscarowi, co dokładnie – rzekomo wedle Księgi – dzieje się z człowiekiem po śmierci, a pośmiertne losy Oscara są precyzyjnym odtworzeniem tego opisu. W ten sposób Noé nie tylko odbiera widzowi możliwość samodzielnej interpretacji przedstawianych mu treści (jakby niewierząc ani w inteligencję odbiorców, ani w siłę wyrazu języka filmowego), ale także zaprzepaszcza ogromny potencjał, sprowadzając wykreowane w filmie potężne obrazy do roli ilustracji dla irytująco strywializowanego odczytania rytualnego tekstu buddyjskiego.

„Wkraczając w pustkę” pozostaje więc filmem efektownym, lecz balansującym na granicy między arcydziełem a kiczem, granicy, która w tym wypadku okazuje się zaskakująco cienka.

Pierwsza publikacja tej recenzji miała miejsce na łamach magazynu "KINO" (nr 2/2011, s. 36).

kw86 Krzysztof Witalewski

doktor_pueblo doktor_pueblo

Podpisuję się obiema rękami pod tą recenzję. Miałem identyczne odczucia. I ocenę też dałem identyczną.

.

lapsus lapsus

Kopiesz tyłek tą recenzją!

.

ayya ayya

Trochę się zgadzam, trochę nie, bo ten film to rzecz strasznie głupia i grafomańska, ale fantastycznie zrobiona. Poza tym film jest zdecydowani za długi. Ocena trochę za wysoka w stosunku do tekstu chyba.

.

kw86 kw86

@doktor_pueblo - dzięki, właściwie spodziewałem się, że się ze mną zgodzisz, widząc Twoje wcześniejsze wypowiedzi i komentarze na temat tego filmu... :)

@lapsus - dzięki!

@ayya - hm, "głupia i grafomańska" to moim zdaniem za dużo powiedziane - gdyby nie ta nieszczęsna Księga Umarłych, w ogóle nie byłoby jak przykładać takich kategorii do tego filmu.
A ocena, cóż, skoro ją świadomie wystawiłem to niejako z definicji nie może być "za wysoka", bo tak samo jak tekst wyraża moją opinię, tyle że w okrojonej formie. Zresztą - skoro napisałem całą recenzję, to numeryczna ocena jest rzeczą drugorzędną i wtórną i nie musisz się nią szczególnie przejmować :)
W ogóle do tychże ocen przykładam mniejszą wagę - nie mam wewnętrznej potrzeby, żeby wszystko klasyfikować, a za każdym razem kiedy taką ocenę wystawiam, czuję się trochę jak zwolennik doktora Pritcharda - autora słynnego podręcznika ze "Stowarzyszenia umarłych poetów", który w celu określenia wspaniałości wiersza kazał odkreślić na osi poziomej artystyczną dokładność, a na pionowej - ważność treści, a następnie policzyć całkę.
Ocena jest więc głównie dla komputera, który recenzji nie zrozumie, a cyfrę - tak - i na jej podstawie wyliczy mi rekomendacje i zbieżność gustu. I jeszcze po to, żeby jednym kliknięciem wyróżnić arcydzieła albo moje absolutnie ulubione filmy (10) i te nieliczne obrazy, co do których z całym przekonaniem ośmielam się twierdzić, że nigdy nie powinny były powstać i powstrzymując się od powstania znacząco przysłużyłyby się ludzkości (1). Albo niewiele im do tego brakuje (2).

.

wujek_bogdan wujek_bogdan

Nuuuda. 2,5-godzinna nuda. Fajne ujęcia, ale ile można powtarzać ten sam motyw z latającą kamerą? Może gdyby film trwał 1,5 to dało by się to jakoś przeżyć.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook