Wiedźmy z Gambagi
Yaba Badoe przygląda się życiu wyklętej grupy kobiet, uznanych przez swoją społeczność za wiedźmy. Szkoda, że całą odpowiedzialność za problem przenosi na tradycyjną ghańską kulturę, ignorując między innymi oczywiste problemy drastycznej dyskryminacji płciowej i absolutnej władzy plemiennych wodzów.
W filmie poznajemy historię kilku kobiet, które spędzają życie w obozie dla czarownic. Praktycznie wszystkie trafiły tam tylko dlatego, że kiedyś znalazły się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. Ktoś w wiosce zachorował, umarł albo uległ nieszczęśliwemu wypadkowi. Kierowana zazdrością, niechęcią lub żalem społeczność, często prowokowana przez osobę, która z domniemaną wiedźmą miała osobiste zatargi, oskarżyła ją o spowodowanie nieszczęścia za pomocą czarów. Wódz odprawił rytuał, zabił kurczaka, kurczak umarł ze skrzydłami w górze, oskarżona została uznana za winną.
Od tej chwili nawet ona nie może zaprzeczyć, że jest wiedźmą. Naraziłaby się wtedy na sponiewieranie, lincz a nawet śmierć. Zresztą pokorne przyjęcie swojego losu też nie oznacza jeszcze zachowania życia - najpierw trzeba dostać się do obozu dla wiedźm i zostać do niego przyjętą.
Życie w obozie to głównie monotonna praca, której wszystkie owoce oddaje się wodzowi Gambagi, w zamian za "opiekę" czy "schronienie". W wyjątkowych sytuacjach w obozie nie zostaje się na całe życie. Z pomocą organizacji humanitarnych i po wniesieniu absurdalnie wysokiej opłaty, można liczyć na powtórzenie procesu, ewentualne uwolnienie i powrót do rodzinnej wioski. Nierzadko zdarza się jednak, że powrót okazuje się złą decyzją. Wtedy byłej już czarownicy w najlepszym wypadku grozi społeczny ostracyzm i swoisty areszt domowy, w najgorszym - śmierć z rąk członków własnej rodziny, której to rodzinie przyniosła hańbę.
Nie można nie docenić pracy, jaką autorka filmu wykonała, by udokumentować to zjawisko. Zebranie takiego materiału niewątpliwie wymagało pokonania wielu przeszkód rozmaitej natury, a przedstawiony obraz jest naprawdę poruszający.
Tym bardziej szkoda, że tak tendencyjny jest towarzyszący filmowi komentarz, a także rozłożenie akcentów i sposób zestawienia kolejnych scen.
W filmie dwukrotnie pada pytanie o to, czy do rzucania czarów zdolni są mężczyźni. Słyszymy dwie odpowiedzi - najpierw, że oczywiście do czarów zdolni są wszyscy, jednak mężczyźni używają magii, by chronić swój dom, swoją rodzinę i swoje zdrowie, podczas gdy kobiety złośliwie wykorzystują swoje nadprzyrodzone zdolności wyłącznie po to, aby szkodzić innym. Za drugim razem rozmówca znów przyznaje, że oczywiście do czarów zdolni są wszyscy - jedyna różnica polega zaś na tym, że czarownik jest mężczyzną, właścicielem swojego domu i majątku i może mu grozić co najwyżej niechęć ze strony sąsiadów, podczas gdy czarownica mieszka w domu, który należy do jej męża, ojca lub brata i jako kobieta nie posiada żadnego majątku ani żadnych praw.
Jednak Badoe, jakby nie zważając na odpowiedzi rozmówców, brnie dalej w dyskurs, wedle którego jedyną główną przyczyną problemu wiedźm jest wiara Ghańczyków w magię, a jej eliminacja wystarczyłaby do jego zażegnania. Posuwa się nawet do absurdalnej wzmianki o tym, że nadzieja na poprawę sytuacji pojawiła się wraz z postępem (sic!), jakim było pojawienie się chrześcijaństwa, wypierającego lokalne wierzenia, które Badoe dyskredytuje jako "zabobony".
W ogóle nie zauważa przy tym, że nawet w jej filmie można dostrzec drastyczne przejawy prześladowania kobiet, zupełnie niezależne od problemu wiedźm. Ignoruje fakt, że w portretowanych przez nią środowiskach kobieta jest całkowicie podporządkowana mężczyznom, nie posiada praktycznie żadnych praw, w tym prawa własności czy prawa do samostanowienia.
W finale autorka kpi z tego, że o losie kobiety oskarżonej o uprawianie magii może zadecydować to, w którą stronę skieruje skrzydła umierający kurczak. Brakuje przy tym równie sarkastycznej refleksji na temat tego, że o losie tej kobiety może całkowicie wedle własnego uznania zadecydować jeden człowiek - sprawujący absolutną władzę wódz plemienia - który zresztą nie posiada analogicznej władzy w stosunku do oskarżonego o uprawianie magii mężczyzny.


W ramach festiwalu Afrykamera 2011, "Wiedźmy z Gambagi" można będzie jeszcze zobaczyć dzisiejszego wieczoru (4.06), o 20.30, w krakowskim Kinie Pod Baranami.

habdank
Patrząc na same zdjęcia zdaje się, że ominie mnie spora porcja tego, czego jak dotąd nie widziałem na Afrykamerze - życia plemiennego. Wnioskując z Twojej recenzji sam temat jednak potraktowany został dość płytko.
kw86
Zdecydowanie zbyt płytko, owszem.
Temat życia plemiennego nie jest raczej zbyt silnie wyeskponowany w programie Afrykamery. W poznańskiej selekcji pojawił się jeszcze w dość topornym, choć ciekawym pod tym względem "Sezonie pogrzebowym" i w bardzo dobrym krótkim metrażu z RPA - "Abantu Bomlambo". No i jest jeszcze "Inale" :)
doktor_pueblo
Scena jak z Monty Python i Św. Graal, "She's a witch, burn her!". Chyba już zapomnieliśmy, że w chrześcijaństwie palono czarownice - tak a propos uwagi, że chrześcijaństwo jest "postępem" ;)
kw86
Cóż... na to wygląda. Scena w istocie mocno przypominała tę z "Monty Pythona i Świętego Graala".
inheracil
Jak już jesteśmy przy chrześcijaństwie to dorzucę od siebie to, co się dowiedziałem przed "Elminą". W Ghanie najpopularniejszym kościołem chrześcijańskim są zielonoświątkowcy, ze względu na specyfikę tego wyznania. W pewien sposób jest podobny do wierzeń tradycyjnych (glosolalia i inne dary Ducha św., uzdrawianie itd.). Czy autorka mówiła ogólnie o chrześcijaństwie, nie precyzowała? To wyznanie jest średnio nowoczesne.
kw86
Mówiła ogólnie, ale wspomniała też o zielonoświątkowcach - w kontekście nadużyć, jakich dopuszczają się charyzmatyccy księża, strasząc ludzi nadprzyrodzonymi mocami czarownic.
Z jednej strony muszę w tym miejscu przyznać, że autorka faktycznie zauważyła inne niż tradycyjne wierzenia źródło znęcania się nad domniemanymi czarownicami, z drugiej strony... zauważyła je raczej wyłącznie ze względu na swoiste podobieństwo do tradycyjnych wierzeń, o którym wspominasz.
Tak czy inaczej, myślałem, że czasy w których można było postrzegać narzucanie komuś innej religii jako "postęp" mamy już dawno za sobą. Ja widzę tu tylko niszczenie różnorodności kulturowej.
Pstepien
Jako ciekawostkę dodam, ze Martyna Wojciechowska właśnie była w Gambadze i kręciła jakiś reportaż o 'wiedźmach'. Można będzie zobaczyć czy jej się udało 'pogłębić' temat.
Mnie osobiście też nie pasował komentarz odautorski (generalnie uważam, że narracja reżysera rzadko dodaje filmowi dokumentalnemu) i wolałbym więcej rozmów i historii samych kobiet... choćby i kolejne 40-50 minut takich opowieści.
doktor_pueblo
Generalnie, to prawda, chyba że reżyser nazywa się Werner Herzog :)
MilkaStepien
Co Wy tak wszyscy z tym Herzogiem ;) Co komentarz do filmu dokumentalnego to się pojawia On ;)
inheracil
Ja się powstrzymałem w swoich notkach ;)
Nie da się ukryć, że to jeden z ciekawszych, wciąż działających twórców kina i obok Haneke, Bergmana, Hasa i Kieślowskiego jeden z ulubieńców filmasterowej społeczności.
siedem
@inheracil:,,Nie da się ukryć, że to jeden z ciekawszych, wciąż działających twórców kina i obok Haneke, Bergmana, Hasa i Kieślowskiego jeden z ulubieńców filmasterowej społeczności.'' - Ale Herzog to ulubieniec 6 czy 7 osób z Filmastera, a nie całej społeczności. :) Tylko nie potraktuj tego równoważnie z negatywnym ocenianiem Herzoga. :) Chodzi mi tylko o to, że na pewno różne grupy bardzo różnie odbierają nawet znanych, nawet wybitnych reżyserów. Setki osób mają ,,kolorowych'' ulubieńców. A tutaj faktycznie często wspomina się o Herzogu. Tylko czy to dobrze; czy źle? :)
inheracil
Jaskinia zapomnianych snów jest na dziewiątym miejscu w rankingu, to o niczym nie świadczy, nie?
Nie twierdzę, że wszyscy jak jeden mąż wielbią Herzoga. Faktem jest, iż o tych twórcach pisze się najczęściej na filmasterze. No i jest jeszcze Tarantino, zapomniałem o nim ;)
doktor_pueblo
Ja tam nie ukrywam - uwielbiam Herzoga i wykorzystuję każdy pretekst, żeby o NIM wspomnieć :)
kw86
A ja przyłączam się do deklaracji doktora_pueblo.
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook