"Kuszenie..." umiarkowanie kuszące
Otrzymujące od festiwalowej publiczności wiele pozytywnych opinii "Kuszenie świętego Tõnu" mnie zdecydowanie nie urzekło.
Opowieść zaczyna się podobnie jak znienawidzone przeze mnie historie o ludziach nieszczęśliwych i zagubionych, na własne życzenie codziennie krzywdzacych siebie i innych, które przedstawiają ich patologiczne życie jako nauralny stan rzeczy i rezygnują nie tylko z poszukiwania źródeł takiego wypaczenia, ale także potencjalnych dróg wyjścia. (Sztandarowym przykładem takiego kina jest dla mnie film Małgorzaty Szumowskiej "33 sceny z życia".)
W drugiej części "Kuszenia..." (r. III-VI) wydaje się, iż bohater dostrzega absurd swojego życia i pragnie się od niego uwolnić. W tym celu udaje się w mroczną i surrealistyczną podróż, w której odwiedza między innymi zamieszkane przez księdza-Boga-diabła-wampira ruiny kościoła, przestrzeń pomiędzy jawą a snem i tajemniczy teatr-klub przywodzący na myśl Variétés z "Mistrza i Małgorzaty" albo filmy Davida Lyncha...
Niestety, w tych atrakcyjnych wizualnie i dźwiękowo przestrzeniach, wśród często imponującej scenografii i nagromadzenia lynchowskich elementów świata przedstawionego, nie znajduję tego, co nadaje sens podobnym scenom u Lyncha, a co Herzog nazywa prawdą poetycką i ekstatyczną. Ponieważ trudno też ujrzeć w nich spójną metaforę, a dosłowne odczytywanie nie miałoby sensu, fragmenty te pozostają dla mnie pozbawionymi istotnej treści estetycznymi fajerwerkami.
W obszarach, w których film pozostaje łatwy do odczytania, wyłania się z niego obrzydliwa myśl, że od koszmaru z pierwszych dwóch aktów nie ma ucieczki, life is a bitch and then you die, koniec. I tak też ostatecznie odczytuję przesłanie "Kuszenia...", z którym nigdy nie mógłbym się zgodzić, co więcej - które uznaję za szkodliwe i niebezpieczne.
Można starać się spojrzeć na film z większym dystansem, jak na kolejny seans z cyklu "Nocne szaleństwo" i rozkoszować się jego estetyką i humorem. Niestety, dla mnie zbyt silnie przebija przez nie gorycz deprymującego przekazu filmu i awersja do występujących w nim postaci, ponadto ani estetyka ani humor nie trzymają odpowiednio wysokiego poziomu na przestrzeni całego filmu.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook