Filmaster

your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Epicka synergia Herzoga i Lyncha

Kiedy film tworzą wspólnie Werner Herzog i David Lynch, wynikiem pracy musi być arcydzieło. Z takim nastawieniem poszedłem na projekcję "Synu, synu, cóżeś ty uczynił" i ani trochę się nie zawiodłem.

Reżyserem filmu jest Herzog, a Lynchowi przypada rola producenta, co europejskiemu widzowi może sugerować, że ma do czynienia przede wszystkim z dziełem tego pierwszego. Niesłusznie - już samo nagromadzenie typowych dla Lyncha leitmotivów pokazuje, że film jest fuzją artystycznych wizji obu twórców.

Film stanowi studium obłędu człowieka, odtwarzającego w swoim życiu historię mitycznego matkobójcy, Orestesa. Przywołanie greckiej mitologii wprowadza do kontekstu tego obrazu koncepcje archetypu i zbiorowej podświadomości, jednocześnie stwarzając przestrzeń do eksploracji granic pomiędzy światem wewnętrznym i zewnętrznym, podśwadomością i świadomością, wyobrażeniem i jego rzeczywistą manifestacją, a także - prawdą i fikcją.

Ten ostatni aspekt jest oczywiście szczególnie ciekawy w świetle Deklaracji z Minnesoty, w której Herzog krytykuje cinema vérité za przywiązanie do faktu, zamiast do prawdy w ogóle i postuluje istnienie oraz nadrzędne znaczenie "prawdy poetyckiej i ekstatycznej". Typowa dla Lyncha (i Herzoga) konstrukcja narracji, zorientowana jest właśnie na tę kategorię prawdy - niewysławialnej, wymykającej się regułom racjonalnego dyskursu, dostępnej raczej dla uczuć niż dla rozumu, ukrytej w zestawieniach obrazów, myśli, słów i dźwięków. Rodzi to interesującą paralelę pomiędzy samą fabułą filmu, a jej przedstawieniem. Przede wszystkim jednak odsunięcie faktu na dalszy plan i próba dotarcia do głębszych poziomów prawdy o przedstawianych w filmie zdarzeniach (nawiązujących do autentycznej historii) sprawia, że wspólne dzieło Lyncha i Herzoga jest unikalną wyprawą wgłąb najmroczniejszych rejonów ludzkiej duszy.

Nie mógłbym nie wspomnieć również o znakomitej grze aktorów, a zwłaszcza o kolejnej doskonałej kreacji Grace Zabriskie oraz o niesamowitej atmosferze filmu, które czynią zeń prawdziwą ucztę, zwłaszcza - choć nie tylko - dla entuzjastów twórczości obu reżyserów.

kw86 Krzysztof Witalewski

lapsus lapsus

Jestem pod wrażeniem.

.

kw86 kw86

@lapsus jeśli pod wrażeniem mojej notki, to bardzo mi miło.
Mam nadzieję, że tym samym udało mi się w końcu odpowiedzieć na Twoje pytanie o ten film z naszej rozmowy na niedzielnym spotkaniu filmasterów :)

.

Esme Esme

Ja też jestem pod wrażeniem, ale w ogóle się nie zgadzam. Związek głównego bohatera z Orestesem ogranicza się wyłącznie do matkobójstwa. Mord popełniony przez Orestesa był tragicznym wyborem uwarunkowanym historią jego rodu i obowiązkiem zemsty a matkobójstwo w wykonaniu gościa z "Synu, synu" to irracjonalny czyn maniaka.

Co do mieszanki stylów, nie zawsze daje ona dobre rezultaty i wg mnie tutaj też nie dała. Film ogląda się bez zaangażowania a postępowaniu głównego bohatera trudno przypisać jakieś motywy, nawet chore. Poza "wewnętrznym głosem", który można uznać za odwołanie do idei daimoniona ale to nadal nic nie wyjaśnia.

.

michuk michuk

A "Grizzly Man" oglądałaś z zaangażowaniem? Wczułaś się w rolę głównego bohatera? Herzog robi filmy o wariatach. Ja jestem zwykle na jego seansach *pod wrażeniem* bohatera, radko się jednak wczuwam. Być może zbyt mało we mnie obłędu.

.

Esme Esme

Pisząc "zaangażowanie" mam na myśli także "zaciekawienie", w ogóle jakiekolwiek wrażenie, które nie jest zniecierpliwieniem albo nudą.

.

lapsus lapsus

Ja o tym myślałem , bo spójrz - matka jest ukazana demonicznie, nic prawie nie mówi, nie robi, ale jest straszna. I teraz , jak sobie dośpiewamy, że syn obwinia ją o śmierć ojca ( a opierając się na Orestei możemy pójść tym tropem) to jest to jakiś motyw obłędu, chodzi mi o "toksyczne" relacje w rodzinie. I tu znów dochodzi do głosu Linczu - ładny domek, kulturalni ludzie , czyli zaś politura , glanc, ładniutka powłoczka, pod którą czają się demony zbiorowej podświadomości (czarna galareta), które mit obrazuje. I to jest powód, żeby obejrzeć "Synu" po raz drugi. @WK - interpretujesz jakoś drzewko z piłką do kosza?

.

Esme Esme

Matka nie jest dla mnie po prostu nadopiekuńcza, co jest może i straszne, toksyczne a czasem groteskowe, ale niekoniecznie demoniczne.

Jeśli chodzi o postępowanie syna to scena zabójstwa wskazuje na to, że nie chciał tego robić - prosił jedną z sąsiadek, by zabiła go zanim będzie za późno. Nie wydaje mi się, by ją o cokolwiek obwiniał, raczej utracił kontrolę nad tym co się z nim dzieje. Poza tym oznaki obłędu zaczęły się pojawiać podczas podróży do Peru. Nic kompletnie nie wskazuje na to, by obłęd miał źródło w stosunkach z matką, w każdym razie nie bezpośrednio. Mogło ewentualnie chodzić o obsesję na punkcie matkobójstwa jako takiego.

Bohatera oglądamy oczami jego znajomych, więc trudno dociekać prawdy o tym, co się naprawdę działo w jego myślach.

.

kw86 kw86

@Esme nie zgodzę się, że związek głównego bohatera z Orestesem ogranicza się wyłącznie do matkobójstwa. Nawiązanie do Orestei postrzegam tu podobnie jak faustyzm "Zagubionej autostrady", o której niedawno rozmawialiśmy. Zwróciłaś uwagę, że aby mówić o motywie faustycznym, potrzebujemy paktu. Myślę, że w "Zagubionej autostradzie" pakt jest, po prostu został zawarty poza akcją filmu, w nieznany nam sposób. Wiemy za to, że Tajemniczy Człowiek, którego uznaję tu za postać mefistofelejską, na pytanie Freda, skąd wziął się w jego domu, odpowiada "ty mnie tam zaprosiłeś". Takiego zaproszenia na ekranie nie widzieliśmy, więc być może Lyncha nie interesuje, jak ów pakt wyglądał, a być może przeciwnie - chciałby rozbudzić w nas zainteresowanie, sprowokować, postawić pytanie o pakt raczej niż na nie odpowiedzieć. Współczesne pakty faustowskie w ogóle często są niejasne, ukryte w symbolach czy w sferze domysłów. W "Kalkwerk" Krystiana Lupy samo Kalkwerk zdaje się być przedmiotem demonicznego paktu. Chociaż samego paktu nie widzimy, Kalkwerk niesie ze sobą wszelkie przekleństwa tego, co otrzymuje od diabła Faust - dając możliwość zajrzenia w istotę wszechrzeczy, jest jednocześnie przyczyną swoistego zatracenia duszy, obłędu, czy w końcu mordu. Widz musi rekonstruować faustyzm z elementów teatralnej przestrzeni (Kalkwerk jako pracownia Fausta), symboli i niejasnych odniesień. Tak samo jest w "Pi" Darrena Aronofsky'ego. Faustyczny pakt na pewno zostaje zawarty, ale kiedy i jak? Tego nie wiemy. Wyraźnego i jednoznacznego paktu brakuje nawet u Bułhakowa w "Mistrzu i Małgorzacie".

Związek "Synu..." z Oresteą jest podobnie postmodernistyczny, niedosłowny, niedokładny i niejasny jak motyw faustowski w powyższych utworach. Jest jednak wyraźnie zarysowany i na pewno nie ogranicza się do samego czynu matkobójstwa. Zgodzę się z Lapsusem, że matka głównego bohatera filmu jest demoniczna i to na wskroś. Jej spojrzenie, jej wyraźnie skrywane tajemnice, jej dziwne zachowania, jej czarna galareta na deser... Kiedy dodamy do tego fakt, że główny bohater obwinia ją o śmierć swojego ojca, moim zdaniem perspektywa orestejska jest już wystarczająco szeroko zarysowana. Niezależnie od tego, jakie są w tej opowieści fakty (dyskredytowane przez Herzoga jako "prawda księgowych"), w chwili w której bohater uznaje, że matka zabiła jego ojca, staje się - przynajmniej sam dla siebie - Orestesem, a historia jego rodziny staje się dla niego historią rodu Orestesa. Wtedy jego mord jest, tak jak chce Esme, "tragicznym wyborem uwarunkowanym historią jego rodu i obowiązkiem zemsty" i wiemy już, dlaczego bohater z jednej strony nie chciał zabić matki i prosił, żeby go powstrzymać - być może sam nie był aż tak szalony, aż tak zdeterminowany, aż tak niegodziwy, ale niejako zawładnął nim orestejski mit i bezwiednie musiał wykonać swoją powinność. Dla mnie właśnie nieoczywistość i niepełność mitologicznych nawiązań w znacznej mierze stanowi o wartości tego filmu - właśnie tam, gdzie czegoś brakuje, gdzie czegoś nie wiemy, czy nie jesteśmy pewni, tworzy się poetycka, impresyjna "przestrzeń do eksploracji granic pomiędzy światem wewnętrznym i zewnętrznym, podśwadomością i świadomością, wyobrażeniem i jego rzeczywistą manifestacją", o której piszę w recenzji.

To, że "bohatera oglądamy oczami jego znajomych", nie przeszkadza, moim zdaniem, w zaglądaniu do jego myśli - Lynch i Herzog zapraszają nas, żebyśmy wewnętrzne krajobrazy bohatera zrekonstruowali właśnie z tego, jak widzą go inni oraz z odczuć, które wyzwalają w nas poetyckie obrazy i ich zestawienia.
Jeśli chodzi o styl filmu, zupełnie rozumiem, że może się on nie podobać - to już kwestia gustu. Mnie akurat urzeka, wręcz zachwyca. Tym bardziej, że dla mnie nie on mieszanką stylów, a raczej sensownym, gładkim połączeniem - dokładnie tak, jakby Lynch "zaprosił Herzoga do swojego świata", jak w tytule (i treści) notki Gremlina. Przypomina mi to drugą serię "Twin Peaks", w której każdym odcinku oglądamy świat Lyncha oczami kolejnego reżysera.

@Lapsus nie miałem jeszcze żadnego pomysłu na drzewko z piłką do kosza, ale to chyba Ty będziesz tu wiódł prym w odczytywaniu konkretnych symboli. Czarna galareta jako demony zbiorowej podświadomości? Teraz ja jestem pod wrażeniem :)

.

Esme Esme

@kw86 będzie po kolei :)

1. Pakt w "Zagubionej" - widziałam już dawno ten film. Jeśli cytowane słowa w nim padły, jest to jakiś argument za istnieniem paktu. Ale równie dobrze wszystko mogło odbyć się za podobnej zasadzie jak zaproszenie do domu dybuka w "Poważnym człowieku" - nieświadomie, bez żadnej umowy. Nie wiemy tego. Co prawda jeśli weźmie się pod uwagę późniejsze wypadki - przemianę bohatera w młodego człowieka i romans z piękną kobietą - teoria o wątku faustowskim jakoś się utrzymuje, chociaż nadal bez rewelacji. Kalkwerka nie widziałam, więc się nie odniosę.

2. Motyw faustowski w "Pi"? - gdzie widzisz wskazówki, które pozwalają Ci napisać "na pewno"? Jest w tym filmie zawarty na ekranie układ z mroczną korporacją dotyczący procesora, ale nie każdy cyrograf można podciągnąć pod Goethego. Max jest geniuszem matematycznym, ale płaci za to chorobą a nie własną duszą, nie widzę też wyraźnej sugestii jakoby jego zdolności miały jakieś nadprzyrodzone źródło. Jest jeszcze motyw spojrzenia w słońce, od ktorego zaczęły się bóle głowy, ale słońce kojarzy mi się ze wszystkim tylko nie z metaforą diabelskiego paktu.

3. Oresteja w "Synu..." - bohater miał dwa lata gdy zmarł jego ojciec. Nie pamięta go i nie odczuwa z nim emocjonalnego związku (mówi o tym zresztą swojej dziewczynie). Matkę za to kocha. To, że obwinia ją za śmierć ojca musimy sobie wymyślić sami, bo nie ma po temu żadnych przesłanek. Dla mnie szaleniec bardziej chciałby, by jego zbrodnia miał wymiar orestejski. Dlatego zabija matkę mieczem z przedstawienia, dlatego nagle jedzie do szpitala, w którym zmarł jego ojciec. To są szamańskie rytuały, mające usprawiedliwić obsesję na punkcie matkobójstwa i przenieść mit w domenę rzeczywistości. Dopiero wtedy bohater może zabić matkę, którą kocha, w imię ojca, którego nigdy nie znał. O, to taka jest moja interpretacja. :)

4. Drzewko z piłką (hurtowo) - bohater jako dziecko marzył, by grać w koszykówkę. Gdy decyduje się na matkobójstwo, symbolicznie pozbywa się swoich marzeń, swojego dotychczasowego życia i przekazuje je w ręce nieznajomego dziecka, które zabierze piłkę.

.

lapsus lapsus

Powiem Ci, że od momentu jak obejrzałem film , męczy mnie ten obraz - obraz końcowy, coś sugerujący, niepokojący. I nagle - pach! Podchodzi szczeniak i zabiera piłkę z drzewka:) Widzisz, mam Cię gdzieś - mówi reżyser:) Mówi na sam koniec. Zrobiłem dziwny film, a wy se teraz róbta co chceta?
@Esme - A matka jest demoniczna, demoniczna jak cholera.

.

doktor_pueblo doktor_pueblo

To ja z zupełnie innej beczki.

Jest jedna scena, której ja z kolei zupełnie nie zrozumiałem. Nawet nie w kontekście fabuły, ale tak w ogóle - filmowo. Bohater błądzi po jakimś targu, na którym ma wrażenie, że wszyscy się na niego gapią. Tylko dlaczego ten targ jest w jakimś azjatyckim kraju (na oko Afganistan, albo Pakistan)??!! Na pewno nie jest to Ameryka Płd. i widać to gołym okiem.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook