your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

14. MFF Nowe Horyzonty - cz. 3


Filmy poza konkursem, kolejność nieprzypadkowa.

Wybitne
Mały Quinquin, reż. Bruno Dumont. Telewizyjny miniserial zamieniony w trzyipółgodzinny film, którym Dumont jednocześnie rzuca wyzwanie Davidowi Lynchowi i Dany'emu Boonowi. I radzi sobie doskonale.

Bezpańskie psy, reż. Tsai Ming-Liang. Kontemplacyjny, poruszający, antykapitalistyczny.

Dobre
Wędrówka na zachód, reż. Tsai Ming-Liang. Minimalistyczna filmowa medytacja, którą warto przeżyć. Plus Denis Lavant, ciągnący za sobą być może nadmiarowe, ale na pewno atrakcyjne konteksty.

Dziewczynka z kotem, reż Asia Argento. Kino środka, ale ambitne, sprawnie zrealizowane i wciągające. Rozliczenie z dorastaniem w zamożnej i artystycznej ale wciąż patriarchalnej i konserwatywnej rodzinie. Znakomita Giulia Salerno w tytułowej roli i Charlotte Gainsbourg jako jej matka.

L jak Laba, reż.Lev Kalman, Whitney Horn. Odprężająca fantazja o latach dziewięćdziesiątych. Idealny film na wakacje, a w tej kategorii - całkiem solidny intelektualnie. Całość dopełnia idealny wakacyjny soundtrack Johna Atkinsona.

Śruba, reż. Shira Geffen. Równoległe historie dwóch kobiet, żyjących po różnych stronach palestyńsko-izarelskiej granicy. Kontynuując styl debiutanckich "Meduz", Geffen nadal wykazuje się talentem do konstruowania sytuacji i dużą wrażliwością społeczną.

Póki szaleństwo nas nie rozdzieli, reż. Wang Bing. Czterogodzinny zapis ponurej rzeczywistości chińskiego szpitala psychiatrycznego, funkcjonującego raczej jak więzienie. Wstrząsający.

Manakamana, reż.Stephanie Spray, Pacho Velez. Tak mógłby wyglądać film Jamesa Benninga z antropologicznym zacięciem, zresztą jego producentami są twórcy pokazywanego w ubiegłym roku "Lewiatana" z Sensory Ethnography Laboratory na Uniwersytecie Harvarda. Błyskotliwie skonstruowana minimalistyczna struktura pozwala jednocześnie na obserwację zachowań i kontemplację podróży.

Dzikie historie, reż. Damián Szifrón. Szereg krótkich, oryginalnych i... dzikich etiud krążących wokół motywu zemsty. Kino rozrywkowe długo czekało na taki film.

W domu, reż. Athanasios Karanikolas. O tym dlaczego w relacji wyzysku, a może i w ogóle między klasami, nie może być mowy o przyjaźni. Dość minimalistycznie, konsekwentnie, ze skromnymi ale bardzo zgrabnymi paralelami.

Xenia, reż.Panos H. Koutras. Dokładnie takie filmy rozrywkowe chciałbym oglądać. Wciągająca historia, wyraziste postaci i sporo oryginalnych niespodzianek.

Chłopiec jedzący ziarno, reż. Ektoras Lygizos. Kolejna mocna propozycja z Grecji. Ładny i niesamowicie smutny film, przede wszystkim o wykluczeniu.

Wideodziennik zagubionej dziewczyny, reż.Lindsay Denniberg. Feministyczny horror w psychodelicznej stylistyce niskobudżetowego VHS-u. Wymagające, ale godne uwagi.

Kobiece pieśni, reż. Reha Erdem. Intrygująca sceneria wyspy, z której ewakuowano mieszkańców. Na plus - znakomite postaci kobiet i sekwencje ich muzyczno-magicznych rytuałów. Na minus - zbyt wiele dialogów, irytujące postaci mężczyzn i anachroniczna obyczajowość, której śladem jest też tak wyraźny genderowy kontrast.

Mary Is happy, Mary Is happy, reż. Nawapol Thamrongrattanarit. Ekranizacja strumienia 410 tweetów tajskiej nastolatki, najzabawniejsza tam gdzie interpretacja celowo rozmija się z bezpośrednią intencją, choć pozostaje wierna ogólnej wizji.

Kraina Charliego, reż. Rolf de Heer. Historia z mocnym przekazem antyrasistowskim i antykolonialnym, oparta na znakomitej kreacji głównego bohatera lecz przy tym opowiedziana raczej banalnie.

Przeciętne
Cuda, reż. Alice Rohrwacher. Nieco zbyt sentymentalna opowieść o przemijającym świecie włoskiej wsi. Najbardziej uderza dość bezkrytyczna postawa wobec opresyjno-przemocowego modelu rodziny, silnie powiązanego z tą nostalgiczną wizją.

Radość ludzkiego pragnienia, reż. Denis Côté. Filmowa refleksja o pracy, korzystająca z języka obserwacyjnego dokumentu i slow cinema, choć oparta na zaaranżowanych sytuacjach i przygotowanym tekście. Ciekawe, choć nie do końca przekonujące.

Ten ostatni rok, reż.Oksana Bychkova. Kolejny film o skazanej na niepowodzenie relacji, której nie służy monogamia. Doceniam humor i zaskakujące nawiązanie do Kieślowskiego.

Swobodne opadanie, reż. György Pálfi. Kilka krótkich historii w jednym bloku w Budapeszcie. Klimat nieco jak u Kereta, spojrzenie na rzeczywistość zdecydowanie nazbyt konserwatywne.

Pierrot Lunaire, reż. Bruce LaBruce. Filmowa adaptacja teatralnej adaptacji muzycznej adaptacji wierszy XIX-wiecznego belgijskiego poety, które chyba wcale nie były o transseksualności. Niezłe, ale zawiłe i mało filmowe.

Jauja, reż. Lisandro Alonso. Trudno ten film traktować poważnie. Może zresztą wcale nie należy, tylko że niełatwo jest skupić uwagę na krotochwili, która ciągnie się przez dwie godziny w ekstremalnie powolnym tempie, a jej estetyka i dramaturgia kojarzy się z kostiumowymi produkcjami telewizyjnymi z dawnych lat.

Słabe
Moebius, reż. Kim Ki-duk. Film pokazuje brutalny świat, w którym penis służy do gwałcenia i z tego powodu jest najważniejszym narządem, jaki może mieć człowiek. Nawet trafna alegoria patriarchatu, tylko że zupełnie niekonstruktywna.

Drakula 3D, reż. Dario Argento. Bardzo przeciętny film z kilkoma miłymi akcentami. I kolejny popis tego, jak bardzo 3D nie ma sensu w filmach innych niż przyrodnicze.

Oilfields Mines Hurricanes, reż. Fabian Altenried. Osobliwy eksperyment kolektywu twórców, którzy wyjściowy motyw kina drogi sprowadzili do absurdu tak dalece, że dawno minęli punkt, w którym film stracił jakąkolwiek zasadność.

Wielka noc, reż. Petr Hátle. Nocny portret praskich wykluczonych, w którym zdecydowanie brakuje empatii, zwłaszcza jeśli domyślamy się jak cynicznie może być nastawiona znaczna część odbiorców. A kiedy autor opisu w festiwalowym katalogu pozwala sobie oceniać dziewczynę, która zwyczajnie lubi bawić się w klubach jako "puszczalską", jestem pewien, że moje obawy są uzasadnione.

Axiom, reż. NYSU. Filmowa ilustracja ostatniej płyty Archive. W koncepcji antyutopii chyba z zasady czai się coś potencjalnie żenującego, tu w każdym razie realizuje się w pełni. A zaczynało się naprawdę nieźle.

Czarna lalka z piekła rodem, reż.Chester Novell Turner. Specyfika taśmy VHS i stylistyka amatorskiego kina gatunkowego zdecydowanie mają swój urok... który pryska, kiedy okazuje się, że dla autora źródłem zabawnej rozrywki mogą być sceny gwałtu.

Klątwa doliny węży, reż. Marek Piestrak. Honorowe ostatnie miejsce. Animatroniczny wąż miał być oślizły, ale konstruktorowi nie przedłużono kontraktu i nie miał kto pójść po margarynę. Miał też mieć trajektorię ruchu, ale to pozostawiono tajemniczym Rosjanom, których też już nikt później nie zobaczył. Za to potwór znakomicie prezentuje się w holu kina, uzupełniając sekcję programu poświęconą efektom specjalnym.

(tumblr)

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook